See Full Bloom of Fushigi Yuugi

Z twarzy dziewczyny nie miał zwyczaju znikać perfidny uśmiech. Tym razem również nie było wyjątków. Wyłączyła monitor, przed chwilą jeszcze zdając swej szefowej raport.
- Tas, to jak? Idziemy? - zamruczała niczym kot, ukazując kły (znaczy, zęby XD takie wampirzaste X3 wiadomo, o co chodzi XD -dop. Seyren)
Rudzielem prychnął, niechętnie kierując się ku białym drzwiom; nie chciał jednak znowu dostać "porcję elektryczności" w kark.
- Durna siksa... - mruknął, zaciskając pięści.
- Durna nie durna, mam nad tobą władzę, maleńki. - odpowiedziała tamta spokojnie, beznamiętnym głosem, jakby od niechcenia.
- Tak ci się zdaje. - warknął rozbójnik; chwilę potem został szarpnięty za ramię i przygwożdżony do ściany. Seyren rzuciła mu wściekłe spojrzenie i wykrzyczała prosto w twarz:
- Czy ktokolwiek pozwolił ci otwierać tą paszczękę?! Milcz, wykonuj rozkazy i o nic nie pytaj!
Otworzyła drzwi i brutalnie wepchnęła dośrodka Genrou. Westchnęła cicho, zamykając je na klucz i chowając go do kieszeni bojówek.
- Matko, o co tyle... - widząc szalejące w zimnych, błekitnych oczach iskierki złości, Tasuki postanowił się nie odzywać.
Korytarz był obszerny, o "surowym" wystroju. Podłoga wyłożona jasnobrązowymi panelami, a ściany pomalowane na biało, z ciągnącym się do końca, bordowymi pasami, z namalowanymi na nich srebrnymi piórami.
- Seyren?
Dziewczyna drgnęła, zmieniając tempo marszu.
- Czego?
Fang Boy ugryzł się w język, powstrzymując od bluzg.
- O co ci chodzi z tym Labiryntem?
Rozległ się cichy chichot.
- Będzie dużo zabawy... - brązowowłosa wzięła głęboki wdech, powstrzymując się od śmiania. - Naszym zadaniem jest dostarczać ludziom, ba, czasem i nam, trochę rozrywki. Kamery nagrywają wasze poczynania, powstaje (nowy wymiar telewizji! XDDDDD -dop. Seyren) całkiem inny od wszystkich program. Reality-show, jedyne w swoim rodzaju.
Rudzielec odwracił się; stanął twarzą w twarz ze swoim Graczem, kipiąc złością.
- Jeśli myślisz, że będę robił to, czego ode mnie zechcą, to...
- Ja jestem tego pewna, mój drogi... W stu procentach. - znów zobaczył ten paskudny, wyrafinowany usmieszek, doprowadzający go do szału (w negatywnym tego słowa znaczeniu ;3 -dop. Seyren).
- Pospiesz się, Tas. - dziewczyna przyłożyła dłoń do ucha, dociskając słuchawkę. - Musisz dołączyć do innych wojowników Suzaku. Wasza kapłanka, wraz z innymi, znajduje sie w innej części Labiryntu.
Niebieskooka złapała chłopaka za ramię i pociągnęła w stronę wyjścia. Genrou starał się uporządkować myśli w swej głowie (uuu, tryb myślenia nie jest u niego najdoskonalszy XDDD -dop. Seyren), jednak na próżno.
- Adi-chan! - krzyknęła Seyren, gdy wyszli do wielkiej, obłożonej kamieniami, sali.
Druga dziewczyna, szepcząca coś do ucha cesarzowi, uśmiechnęła się i pomachała. Przy ścianach klęczeli lub leżeli niedobudzeni jeszcze wojownicy.
Brązowowłosa zaśmiała się:
- Nyo, chłopcze... Teraz to się narobi niezłego sajgonu, masz moje słowo. - mrugnęła do rudzielca.
Napisał/a
Tasuki & Seyren
||
2005-11-29|| 14:01:58
||
skomentuj|| (2)

Po przegnaniu zbola Tomo i zniszczeniu mu kamery wraz z kasetką, Hotohori chciał nieco odpocząć w samotności. Właśnie przechadzał się jednym z korytarzy. Jak zwykle był to korytarz cholernie długi, ciemny i z niesamowitą ilością bocznych przejść. W jednej z komnat Cesarz zdążył znaleść komplet frywolnych gorsetów. Z pewnością nie należały do rzadnej z kapłanek lub wojowniczek. No, chyba że Soi tu jest...
Korytarz począł się zwężać coraz bardziej, zakręcając ku dołowi. Hotohori przeszedł niemal półtora kilometra na ślepo. Nagle w zasięgu jego wzroku pojawiła się niewielka lewitująca kulka. Na dodatek była w kolorze zielonym z fioletowymi refleksami i emitowała dziwne światełko. Hotohori był urzeknięty niesamowitym przedmiotem (H: Ale cacy!^-^). Nie myśląc zbyt wiele, podążył w stronę kulki. Gdy miał jej wteszcie dotknąć, ona poruszyła się i polecaiła w stronę najbliższych drzwi. Co dziwniejsze, zaczęła się o nie obijać, zapewne pragnąc wejść do komnaty. Nasz inteligentny Cesarz zdążył kapnąć o co chodzi i podszedł pod owe drzwi.
- Łał... - wyrwało się krótkie westchnienie z ust Hotohoriego.
Drzwi były warte uwagi. Czarne, hebanowe z wielką rzeźbą gryfa, o klamce z pojedyńczego kawałka lapis lazuli. Kulka nadal pragnęła dostać się do pokoju. Błyskając naprzemiennie fioletem i zielenią, nakłaniała do otwarcia drzwi. Ho-chan posłusznie chwycił za klamkę.
Kulka prześlizgnęła się przez szparę. Po chwili zgrabnie wylądowała na dłoni chłopaka, siedzącego na beżowo-niebieskiej kanapie, okrytej białą jagnięcą skórką. Czarnowłosy młodzieniec spojżał się na Hotohoriego z nieukrywanym zdziwieniem. Obracając kulkę w dłoni, przesunął czarnego laptopa na kolana.
- Cholera, nie myślałam, że ta zabawka cię tu zwabi! - wykusił z siebie, wpatrując się w monitor - Kurde, ja to mam czasem dobre pomysły! - wpadł w samozachwyt.
- To twoje? - spytał Ho-chan, wskazując na kulkę, po czym przejeżdżając wzrokiem po pokoju. Za kanapą znajdował się kominek z białego marmuru, dający ciepło komnacie w lochach. Całość pokoju była w kremowych barwach, jedynie meble były ciemne. Na podłodze leżało rozciągnięte owcze futro.
- A jakże inaczej - odparł zielonooki chłopak - Dobrze, że cię tu przywiało.
- Niby czemu? - spytał naiwie Cesarz.
- Otóż, jestem Adelaide - teatralnym gestem wskazał na siebie młodzian - I jestem także twoim graczem.
- Graczem? - zdziwił się Ho-chan - A Adelaide to nie imię żeńskie?
- Ano tak - potwierdził - A co żeś myślał, że ja facetem jestem? Tobą ja kieruję! Marzył się raj dla geja, co?
- Mam własną wolę i no wiesz... - zaczął delikatnie Cesarz - Tak jakby nie masz... eee... to znaczy masz, ekhm, to co mają faceci.
- Acha - kiwnął głową chłopak - Nie wiedziałam, żeś ty taki niedomyślny - chłopak zdjął skórzaną rękawiczkę i podwinął rękaw czarnego półgolfu. Na ręce miał branzoletę w stylu NeonGenesisEvangelion, którą zdjął sprawnie.
Sylwetka chłopaka w stylowych dżinsach rozmazała się. Zamiast niego na kanapie siedziała dziewczyna. Miała krótkie, ciemnobrązowe włosy, grzywkę obciętą na ukos i niesamowicie zielone oczy. Strój się nie zmienił.
- Lepiej? No dobra, nie przęciągajmy spotkanka, bo mnie Indi powiesi - mówiła do wstrząśniętego Hotohoriego. Jego twarz miała kolor znajomej uczniom szkolnej kredy.
- Oglądalność spada, trzeba ją poprawić - ciągnęłą, wpatrując się w laptopa - Wysyłamy was gdzieś do labiryntu, Sey tym zarządza. To gracz Tasa, wiesz? - looknęła zza monitorka, śmigając nadal palcami w czarnymch rękawiczkach po klawiaturze - I ty musisz uledz zmianie.
- Tak nagle stajesz się kobietą? - w ręku Cesarza błysnęło ostrze - Jakiej zmianie? Czego ty chcesz?!
- Technologia iluzji. I nawet nie próbuj z mieczykiem - Adi szybko kliknęła Ctrl Alt Delete, weszła w menadżer programów i nacinsęła "Zmień". Hotohori zatrzymał się. Po jego ciele przeszła fioletowo-zielona iskra. Cesarz schował miecz. Na jego twarzy malował się spokój i jakieś nieokreślone odczucie.
- To prowadź do tego Labiryntu - odparł spokojnie, sadowiąc się na krześle, obitym niebieskim aksamitem. Adi wyjęła swoje słuchawki i podłączyła do komputera.
- Indi-chan? Taaa... Kolejny uczestnik będzie na miejscu. Opór? - spojżała się na Cesarza, będącego teraz ostoją spokoju - Neee, rzadnych prób samobójstwa. No to pa - rozłączyła się.
- No to do boju Władco Patelni! - wstała z kanapy i wzięła Ho-chana pod ramię. Ten tylko uśmiechnął się lekko.
| Sorki za długi wpis. GOME! ^^'|
Napisał/a
Ho-chan vs. Adi-san, czyli Władca Patelni i Crossdresing
||
2005-10-05|| 21:07:22
||
skomentuj|| (6)

Yui przeuroczo uśmiechnęła się do Takiko. Już miała zrobić jej krzywdę, już miała chwycić ją za szyję gdy poczuła dość mocne "jebnięcie" z tyłu.
-Zmiana planów złociutka - usłyszała zza pleców przepiękny niczym skowroni śpiew głos. Właścicielka tego nieziemskiego głosu chwyciła biedną Yui za mankiet bluzki i fru - pociągnęła w stronę budynku.
-Ej, nie pozwalasz sobie na zbyt wiele?
-HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!(I TU KAŻDEMU JEŻY SIĘ WŁOS NA GŁOWIE) Chyba nie wiesz kim jestem, że tak do mnie pyskujesz! - zaśmiała się królewsko piękna blondynka, całkiem podobna do Yui, tyle, że miała zielone oczy i dłuższe włosy. -Jestem Yui Tohma, wielka kapłanka Seiryu!!!!!
-Słucham? - Yui Hongo zaczynała się złościć - To ja jestem jedyną kapłanką Seiryu. Pozwól, że pokażę ci ogromną siłę bós... ŁUBUDUBU
::Przepraszamy za zakłócenia prrrut Zbyt drastyczne sceny obrywania patelnią prrrut::
Yui Tohma szybko schowała patelnię i sięgnęła po swoją różową komórkę?
-Allo' Allo', Indriani? Tu Leclerc znaczy się Tohma Yui... Sprawa załatwiona z tą "fałszywą kapłanką". Zaraz pojawimy się w centrum dowodzenia.... znaczy w Labiryncie
HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!(?)
Napisał/a
Yui
||
2005-10-03|| 16:18:38
||
skomentuj|| (0)

Tasuki, psiocząc na bliźniaków, którzy rzucili się na niego za kąśliwe uwagi, rozmasowywał ramię, szybkim krokiem przemierzając kolejne kondygnacje zamku.
- Mapy! - warknął rozbójnik, wywalając się ze stromych schodów. - Kto to kurna zbudował?!
Rozglądając się naokoło Genrou zorientował się, że owe piętro było pozbawione okien; było ono najniższe, zapewne znajdujące się już pod ziemią.
- Szitowskie podziemia...
Uwagę mężczyzny przykłuło słabe światło, wypływające spod położonych na końcu korytarza drzwi. Gdy zbliżył się do nich, zauważył delikatne zdobienia, przedstawiające dziwaczny znak Jing-Yang; na białym polu zamiast czarnej kropki znajdował się srebrzystoszary sierp księżyca, natomiast na czarnej celtyckie słońce. Cała "kula" otoczona była rzeźbieniem, przedstawiającym kolczaste pnącza róży. Kolorowy symbol odznaczał się wyraźnie na pomalowanych na biało drzwiach.
- Dżizusie święty... - syknął Fang Boy, naciskając klamkę po prostu, z czystej ciekawości.
Ściany pokoju pokryte były ciemnobordową farbą, a przeciwległa ściana cała zastawiona rzędem komputerów i monitorów, przedstawiających zmieniające się obrazy- przekaz z kamer z całego zamku. Tasuki zamknął za sobą drzwi i zblizył się do urządzeń. Na paru komputerach pojawiały się i znikały przedziwne wykresy, a na monitorach przemykały sylwetki kapłanek i wojowników Cztererech Bóstw. Najbardziej jednak zdziwiła rudzielca wielka tablica, przedstawiająca szkic jego samego- nakreślony dookoła opisami, najbardziej zagęszczonymi na Tessenie.
- Co to kurna jest...?! - Genrou był nieźle wkurzony.
Na jego pytanie odpowiedział chłodny, spokojny głos:
- Na tej planszy zapisane zostały wszystkie twoje zdolności, nie tylko wrodzone- jak widzisz, zadbałam też o informacje o twoim wachlarzyku. Muszę mieć czystą sytuację, nie mam zamiaru tłumić jakiś wybryków; szefowe liczą na nas...
Rudzielec odwrócił się w stronę ledwo widzialnej, również ciemnobordowej, zasłony z ciężkiego materiału. Za nimi bowiem znajdowały się mlecznobiałe drzwi, z takim samym symbolem Jing-Yang, który rozbójnik widział przed chwilą. Stała tam, z zawadiacko skrzyżowanymi rękoma, wysoka dziewczyna. Uwagę zwracały jej błękitne oczy, wyglądające bardzo bezlitośnie- niczym u pozbawionej uczuć lalki. Ciemnobrązowe włosy, sięgające pasa, związane były w niedbały, luźny warkocz; postać była szczupła, ubrana całkowicie na czarno. Uśmiechnęła się do Tasukiego, dziwnym, z lekka złośliwym sposobem(oj tak, to cała ja XD tylko włosy ciut krótsze XP ale uśmiech, heh... Nikt tak wrednie się nie uśmiecha XDDD)
- Nie patrz się jak cielę na malowane wrota... Dla zachowania jakotakiej sprawiedliwości- nazywam się Seyren. I jestem twoim Graczem.
- Że kim do cholery? - mruknął mężczyzna, spoglądając na bordowo-czarne "glany" dziewczyny(moje dwa małe dziuuuu X3 Majne glaniken koffane! XP)
- Graczem... Osobą, która kontroluje...
- Za żadne skarby! - przerwał jej Tasuki, zaciskając pięści. Nikt nie będzie nim pomiatał, nie ma mowy!
- Ty nie masz nic do powiedzenia. Mam pilnować ciebie, byś nie przekroczył granicy cierpliwości naszego zespołu. Twoi mali przylaciele również posiadają swych Graczy... A jeśli będą tak samo niegrzeczni jak ty, otrzymają odpowiednią karę- jak i ty, właśnie teraz.
Krótkie pstryknięcie, a rudzielec poczuł, jak z karku rozchodzi się po całym ciele paraliżujący prąd. Syknął ze złości, patrząc na niewzruszoną niebieskooką.
- Wyjaśnisz mi najpierw, co tu robię! Zrozumiano?! - warknął cicho.
- Najpierw ty wysłuchaj, co ja mam do powiedzenia! - ryknęła nagle tamta, a w jej oczach błysnął niebezpieczny ognik. - To był tylko przedsmak tego, co może się z tobą stać za niesubordynację. A teraz, mój drogi Tasuki, poczekaj- zdam raport...
Brązowowłosa podeszła do panelu sterowniczego, naciskając szybko kolejne klawisze na klawiaturze. Jeden z monitorów pociemniał nagle, przedstawiając skryte w ciemnościach zarysy czyjejś sylwetki.
- Mój chłopczyk dotarł do domku... Oświecę go nieco, a potem do Labiryntu... Czy reszta także planuje strącić tam swych podopiecznych?
- Seyren... - odezwał się kobiecy głos. - To ty rządzisz w Labiryncie... Mam nadzieję, że wiesz, co robić. Publika oczekuje mocnych wrażeń.
- O to martwić się nie trzeba... Powiadom o tym innych, Indrani. - dziewczyna wyłączyła się z rozmowy, odwracając do rudzielca. Na jej twarzy zakwitł najwredniejszy uśmieszek, jaki Genrou kiedydkolwiek widział...
***
I łoto majne plan- bohaterowie musząspotkać swych graczy, a następnie rpzenieść się do Labiryntu, gdzie akcja nieco przyspieszy; wtedy także będziemy mogli pisać całkiem udane, wspólne notki ^^
T: Znęcasz się nade mną, wiesz? =="
Grow :3 Cała ja, majne liebe Tas X3
Napisał/a
Tasuki
||
2005-10-01|| 12:01:59
||
skomentuj|| (2)

Yui powoli przemknęła pośród drzew. Bacznie obserwowała poczynania Shigiego i zachowanie Takiko."Dlaczego jej nie atakuje?" - myślała natarczywie - "Jak by chciał jauż dawno by jej się pozbył!!" (tak wiem - zero logicznego myślenia - dop.YT) Tak więc postanowiła skontaktować się z nim telepatycznie (jako, że postanowił zostać kapłanem Seiryu zyskał zdolność telepatycznego połączenia z kapłanką).
-Te, Urumiya! Do ataku, na co czekasz?
-Jeszcze nie czas, Yui-sama...
-Niech to, wiesz, że ja nie mam ochoty nikomu robić krzywdy. Jak tak to.... - Yui przerwała tą jakże wciągającą rozmoe i wyszła z cienia.
-Witaj Takiko? Jak tam głłówka po wczorajszej nocy? Boli? Mogę pomóc. Bardzo chętnie...
(hehehehe...hahahaha...HAHAHAHAHAHAHAHAHA!!! JESTEM ZŁA! BARDZO ZŁA!!! DOP. Yui Tohma)
Napisał/a
Yui-chanka
||
2005-09-13|| 13:05:02
||
skomentuj|| (9)

Takiko po wielkiej popijawie jaką urządzono w zamku szła błoniami pogrążona w zamyśleniach. Subaru będzie miała dziecko z Rimudo...Zastanawia się jak zareaguje na to Tokaki. W sumie on również NIGDY nie był święty, więc jego żonie należał się "skok w bok". Gorzej z Shi Fuan (nie pamiętam jej imienia, a do mangi mi się nie chce zerknąć XP - dop. Indrani). Dla niej to napewno będzie wstrząs. Niecodzienie ma się nowego brata lub siostrzyczkę XD Z drugiej jednak strony Tokaki zawsze chciał mieć dzieci, więc tak po niekąd będzie jego ten brzdąc. W sumie Subaru jest jeszcze jego żoną, więc...
Genbu no Miko pogrążona w myślach, nagle za mocarnym rogiem zamku zobaczyła Shigi'ego - jednego z jej wojowników, który kiedyś chciał ją zabić (Tomite i Rimudo również mieli taki zamiar na początku XD). Widząc swojego Seishi cała w skowronkach podbiegła do niego uśmiechając się radośnie. Może on jakoś poprawi jej humor
- Cześć Shigi, co słychać? - zapytała spoglądajac w górę, gdyż były generał Kutou jako mężczyzna był od niej wyższy. On swoim chłodnym spojrzeniem zmierzył ją od stóp do głów i odwrócił się ciągnąc za sobą długą peleryną - Co się stało? - pobiegła w ślad za nim widząc jego reakcję na swoją obecność
- Nic... - rzekł oddalając się w szybszym tępie. Jeszcze to nie czas na atak. To jeszcze nie teraz... Muszę poczekać na znak Seiryuu. Nagle poczuł, iż kapłanka chwyciła go za długi płaszcz i ciągnąc w tył zaniechała dalszemu poruszaniu się Urumiyi.
- Przecież widzę, że coś się stało! Przede mną tego nie ukryjesz! - powiedziała głośniej marszcząc brwi.
Napisał/a
Takiko
||
2005-09-07|| 15:26:33
||
skomentuj|| (3)

|notka odautorska: Przed przeczytaniem zaopatrzcie się w szczoteczkę i pastę do zębów. Obrzydliwie słodko - grozi próchnicą! N-joy with Milka XD|
Hotohori stał „nieco” wstrząśnięty sceną z Amiboshim i Suboshim w rolach głównych. Jeszcze bardziej zaniepokoił go fakt, że obok niego stał Nuriko. Jak zwykle, mimo wczorajszej ostrej popijawy, pamiętał wszystko(Adi: twarda główka :]). Ale jeszcze bardziej chciał zapomnieć. To co zrobił, było czystym przypadkiem w trakcie przepicia. Poza tym zaczął Nuriko. Hotohori czuł się głupio. Jednocześnie pragnął uwolnić się od fioletowookiej istoty, klejącej się do niego jak mucha na lep, a jednocześnie nie chciał Nuriko zranić. Nie mówiąc już o dziwnym uczuciu ciężaru w okolicach piersi.
- To głupie - powiedział głośno i odwrócił się od postawionych w nieciekawej sytuacji bliźniaków Seiryuu.
- A temu niby co? - spytał „lekko” zdziwiony Subosz, ledwo wychylając nosek spod cieplutkiej kołderki.
- Ej! Ho-chan, coś ci nie w smak? - szczerzył kły Tasuki - A wczoraj to co było?
Hotohori obrócił się w stronę Fang Boy’a. Spojrzenie miał nadzwyczajnie poważne i oziębłe niemal jak u Nakago.
- Hotohori? - zdziwił się Chichiri. Subaru także patrzyła się z niedowierzaniem. Miodowe oczy cesarza zawsze były takie spokojne i ciepłe. Gwałtowna zmiana wywarła wpływ na wszystkich obecnych.
- Wasza cesarska… - na słowa Nuriko, Hotohori szybko odwrócił się na pięcie i odszedł korytarzem - … mość? - fioletowooki postąpił krok, chcąc pobiec za cesarzem, jednak chwycił go Tamahome.
- Lepiej dajmy mu spokój - odparł, ale Nuriś miał na myśli inne rozwiązanie problemu niż pierwszy seishi.
*JEBS!*
- Tamahome! - pisnęła Miaka, po tym, jak Tama oberwał w główkę przenośną patelką do naleśniczków made by Nuriko. Tymczasem wszystkie spojrzenia utkwiły w końcu chłodnego korytarza, gdzie właśnie znikł trzeci wojownik.
- To… ten - zaczął zarumieniony Amiboshi - No to może… zamkniecie wreszcie te drzwi?
- Przeciąg się z lekka robi! - wsparł brata Suboshi.
| zostawmy dalsze pogawędki naszej super-group i udajmy się tropem Ho-chana X3|
Hotohori szybko przemierzył odległość od pokoju braci do swojego apartamentu. Szybko nacisnął klamkę, otwierając drzwi i natychmiast zatrzaskując je za sobą. Chciał przestać czuć cokolwiek. Nie myślał o niczym innym. Pragnął choć na chwile zamienić się w bryłę lodu, jaką był Nakago. Usiadł na niewielkiej kanapie, pokrytej purpurowym aksamitem w złote wzory. Jak by to było? Żadnego strachu, ani cienia uczuć, tylko głucha duma wojownika i poczucie własnej mocy. Nie… nie może być aż tak pyszny (A: bez skojarzeń!). Jego rozmyślania przerwało nagłe pukanie do drzwi. Zignorował dźwięk, jednak po chwili klamka poruszyła się i do środka wszedł nie kto inny, jak Nuriko.
- Hotohori-sama…?
- Co? - warknął Ho-chan. Trzeci seishi spojrzał na cesarza z nieukrywanym żalem, jednak pozostał spokojny.
- Czy coś ci się stało, panie? - spytał najgrzeczniejszym tonem, na jaki było go stać.
- Nic - odparł szorstko Hotohori - Wyjdź, proszę - powiedział nieco łagodniej.
- Hotohori, czy tobie naprawdę nic nie jest? - ponowił pytanie fioletowooki.
- Nic! - krzyknął cesarz - Wyjdź, ale to już! - nieco zdumiała go jego agresywna reakcja na troskę. Nuriko opadł bezsilnie na pobliski fotel, miał łzy w oczach.
- Przepraszam - zaczął - Wiem, to moja wina! - po policzkach zaczęły spływać pojedyncze krople - Wybacz panie, że zwróciłem się do cesarza bez przyrostka. Wybacz mi, że nadal tu jestem. Ale ja… - urwał, by otrzeć rękawem coraz częściej spadające łzy.
- Nuriko-kun…? - Hotohori wstał z kanapy i podszedł do fotela, w którym siedział seishi.
- Ja… ja cię… - zacinał się fioletowooki, nadal trąc oczka - Ja cię kocham Hotohori-sama! - niemal krzykiem wydusił z siebie, zaciskając ręce na swojej szacie i zamykając powieki. Cesarz stał i patrzył na Nuriko ze smutkiem i czułością w ciepłych, miodowych oczach. Słysząc szloch, uklęknął przed fotelem i przytulił wojownika do siebie. Nuriko nieśmiało oplótł rękami szyję Hotohoriego, a ten tylko przytulił go mocniej.
- Proszę, nie płacz więcej - szepnął cesarz - Szczególnie, jeżeli to przeze mnie.
- Ho-chan… - kiedy cesarz spojrzał w fiołkowe oczy Nuriko, wyrażały na raz mnóstwo uczuć. Hotohori nie powstrzymał się i zamknął usta wojownika delikatnym pocałunkiem, który pogłębiał się stopniowo. Niedługo potem zabrakło im powietrza. Po chwili jednak Nuriko zaczął ostrożnie muskać końcem języka wargi drugiego seishi. Dlaczego Hotohori nie chciał tego przerwać? Może to coś innego, niż tylko niechęć do zranienia Nuriko. A niech sobie mówią, że jest gejem. To na pewno coś więcej. Teraz to nie miało znaczenia, gdy smukłe palce fioletowookiego brodziły w jego kasztanowych włosach, powoli zsuwając się na szyję i błądząc po barkach.
- To całkiem niezły kawałek - szepnął do siebie Tomo, spoglądający przez niedomknięte drzwi - Szkoda, że bez "scenek" - wyjął kamerkę, włożył kasetkę i zaczął kręcić, kiedy to Hotohori delikatnie wsunął rękę pod szatę Nuriko, dotykając jego gładkich pleców…
| FIN! -> Ząbki umyte? Jak nie, to do łazienki! Nie chcę, żebyście szczerbaci byli potem XD |
Napisał/a
Hotohori
||
2005-09-02|| 20:39:29
||
skomentuj|| (7)